Kot - ragdoll

Kochanie, będziemy mieć kota!

„Będziemy mieć kota! No zobacz, jaki on jest śliczny!” – jednocześnie pokazując go w telefonie na jednej ze znalezionych z aukcji. Tak właśnie oznajmiłam mojemu M, że pragnę, by zamieszkał z nami kot. I to nie byle jaki, a konkretny – ze słodką i nietypową plamką na pyszczku — jak na swoją rasę. Na początku nie chciał się zgodzić. Przekonywał mnie, że to zły pomysł, że nie ma nas ciągle w domu, że kot potrzebuje uwagi, że trzeba po nim sprzątać i niszczy wszystko, co popadnie.
Nie powiem, zrobiło mi się smutno, bo wiedziałam, że jestem na przegranej pozycji i nici z mojego kotka…

Czas mijał… Zbliżały się moje „naste” urodziny (zostańmy przy tym „naste”, bo jest mi wtedy jakoś lepiej na sercu😉 ). M ciągle dopytywał o pomysł na prezent, bo jak to mężczyzna woli iść na łatwiznę 😉.
Początkowo miał to być Thermomix – nawet zamówił pokaz na konkretny dzień, by umożliwić swobodny zakup. Jednak pod pretekstem braku czasu odmówiłam pokaz, twierdząc, że jest mi on do życia zupełnie niepotrzebny.


Ale ten kotek…

Jest niedziela, późne popołudnie, dzień przed moimi urodzinami. Mój M – dzielny i sprawny piłkarz A klasy, zbiera się na rozgrywki klubu, w którym aktualnie gra. Zabiera klubową koszulkę, przebiera się w dresy, pakuje buty sportowe i wyrusza.
Ja — niczego nie podejrzewając, rozkoszuje się świeżo zaparzoną kawą, ciastem i odpalam ulubiony serial na Netflixie.
Czas leciał, a mojego M jak nie było, tak nie ma. Rozgrywki trwają 90 min, doliczając przerwy, dojazd itp. itd. – powinien już dawno być w domu! Dzwonię. Nie odbiera.
Zestresowana całą sytuacją – wydzwaniam do skutku. W końcu odbiera, tłumacząc się, że mają zebranie i wszyscy gracze muszą na nim być – potrwa ono jeszcze około godziny. Uspokoiłam się i wróciłam przed telewizor.

Mija godzina 21 – nadal go nie ma… Jednak po chwili słychać dźwięk domofonu: „Otwórz”. Poddenerwowana, chcąc na wejściu okrzyczeć go za brak sygnałów życia, odpuściłam.
Zobaczyłam Jego niosącego wieeeeelki karton. „Wszystkiego najlepszego Kochanie! Proszę, tutaj jest Twój prezent” a w nim Ona – moje marzenie – kotek z cudowną plamką na pyszczku. Miała na sobie wielką, czerwoną kokardę i swymi niebieskimi oczkami spoglądała na mnie, oczekując, że wezmę ja na ręce. I tak też się stało!
Nie potrafiłam wypuścić jej z rąk. Była taka malutka, puszysta, a te jej oczka natychmiast mnie zaczarowały. Była nieco wystraszona – nowe miejsce, nowe osoby… Aż było mi jej szkoda… Jednak po chwili, gdy zobaczyła swoją ulubioną zabawkę, którą właścicielka dołączyła do wyprawki, oszalała. Jej zabawom nie było końca!
Wszystko fajnie, jednak rano trzeba wstać do pracy… godzina 02:00 w nocy, a kotek dalej nie śpi i chce się bawić.


„Twój Thermomix biega właśnie po salonie”

Z takim właśnie określeniem spotkałam się po kolejnej nieprzespanej nocy. Wtedy postanowiłam umiejscowić kotka tuż przy sobie. I o dziwo – uspokoił się. Potrzebował ciepła, bliskości i czułości. Od razu wiedziałam, że będzie ona już zawsze moja!

Od tego czasu minęło parę ładnych miesięcy i mogę stwierdzić, że nie wyobrażam sobie życia bez tej małej, ślicznej i puchatej istotki! Która wraz z dźwiękiem budzika przybiega do łóżka, trącając mnie swym noskiem, wskazując na pustą miskę po karmie.

Od razu dzień staje się lepszy!

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *